Mamo, Tato! Nie mówcie tak do mnie!

Mamo, Tato!

Jestem jeszcze małym dzieckiem, dlatego myślicie, że niczego nie rozumiem. Mylicie się. Wasze słowa są dla mnie najważniejsze. Zapamiętuję je bardzo szybko, chłonę jak gąbka wodę. Wpadają do moich uszu i zostają głęboko zakodowane w głowie i małym sercu. Są tam wyryte już na zawsze. Karmię się nimi każdego dnia. Stanowią wyznacznik tego, jak się czuję i jak się zachowuję. Nie tylko teraz, kiedy jestem dzieckiem, ale również w przyszłości, gdy będę dorosły.

Nie lubię, jak mnie straszycie. Kiedy jesteśmy na spacerze i biegam trochę za szybko, mówicie, że jeśli się nie uspokoję, to zabierze mnie pan siedzący na ławce. Tym sposobem wzbudzacie we mnie lęk przed dorosłymi ludźmi. Będę nieśmiały i nieufny.
Czasem słyszę też, że jestem tak „niegrzeczny”, że nie przyjdziecie po mnie do żłobka czy przedszkola. Bardzo się wtedy boję, że mówicie prawdę. Zamiast się świetnie bawić i  uczyć, jestem smutny. Nie mam nawet ochoty na pyszny obiad i ulubione placki bananowe na podwieczorek. Bo co będzie, jeśli zostanę tu na zawsze?
Mamo, często mówisz, że Tata się na mnie zdenerwuje. To sprawia, że zaczynam się go bać, a przecież jest dla mnie jedną z najważniejszych osób na świecie. Krzywdzisz mnie, mówiąc, że przestaniesz mnie kochać albo że zachorujesz przeze mnie. Nie wiem, co mam robić, boję się, że każde moje zachowanie może spowodować, że Cię stracę. A przecież tak bardzo Cię kocham i potrzebuję. Mamo i  Tato, proszę, nie etykietujcie mnie. Nie przypinajcie takich łatek jak „łobuz”, „niejadek”, „złośnik”,  „grubasek”. Gdy słyszę te określenia, mówione nawet z  uśmiechem, wierzę, że taki właśnie jestem. Będę dorosłym, mającym kompleksy i niską samoocenę.
Nie porównujecie mnie z innymi. Jest mi przykro, kiedy słyszę, że Kuba ładniej narysował, a Kasia w moim wieku potrafiła już jeździć na rowerze. Ranicie mnie, pytając, czy nie mogę być taki jak Michał lub Staś. Nie! Nie mogę! Bo jestem jedyny i niepowtarzalny! Akceptujcie mnie właśnie takiego! Wyrządzacie mi krzywdę, mówiąc, że i tak mi się nie uda, chociaż bardzo się staram. Nie wierząc w moje możliwości, sprawiacie, że i ja przestaję w siebie wierzyć. Będę żył z przekonaniem, że do niczego się nie nadaję. Jest mi przykro, gdy nie rozumiecie moich emocji. Płacz oznacza, że coś się stało, że jest mi źle. Nie mówcie, że jestem mazgajem. Spróbujcie zrozumieć, że coś, co dla Wam może wydać się błahostką, dla mnie w tej chwili jest największym nieszczęściem.
Wiem, że dorośli często się kłócą i zdarza się, że rodzice muszą zamieszkać osobno. Ale proszę, nie pytajcie mnie wtedy, kogo z Was kocham bardziej, nie zmuszajcie do wyboru między Wami. Nie chcę słyszeć od Ciebie, Mamo, że Tata jest zły, a od Ciebie, Tato, że na Mamie nie można polegać. Nie chcę stać się elementem Waszych słownych przepychanek. Nie jestem rzeczą. Jestem człowiekiem. Mam swoje uczucia i  kocham Was równie mocno. Potrzebuję i Mamy, i Taty.
Co chwila słyszę, że pięknie usiadłem, uśmiechnąłem się czy zjadłem zupę. Jeśli będziecie mnie za wszystko chwalić i  komplementować nieustannie, będę robił to na pokaz i oczekiwał na oklaski. Jeżeli ich nie dostanę, będę nieszczęśliwy.
A teraz Mamo i Tato, zastanówcie się przez chwilę, czy naprawdę tego właśnie dla mnie chcecie…
Wasze dziecko

Jest to list napisany przez osobę dorosłą, ale w imieniu dziecka, które nie potrafi ocenić zdarzeń ani sytuacji, skomentować czy zrozumieć postępowania dorosłych, a jednocześnie które wszystko odczuwa i cierpi.

Edyta Wołczuk
Żłobek nr 16 w Warszawie